Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Obyś żył w ciekawych czasach – mówi stare chińskie przekleństwo” – takimi słowy Terry Pratchett rozpoczął jedną ze swoich książek. Jak dla mnie to zdanie pasuje również idealnie do tego co się dzieje od dłuższego czasu w Leeds United. W tym klubie zawsze jest „ciekawie” i nigdy nie może być normalnie. Kiedy kibice innych zespołów emocjonują się zmaganiami na boisku, awansami, mistrzostwami, spadkami itp., kibice Leeds muszą się zastanawiać jakie niestworzone historie dotkną ich ukochany klub w najbliższym czasie.

Żeby nie być gołosłownym, wystarczy przytoczyć kilka faktów z historii klubu, które miały miejsce tylko od początku XXI wieku (a to raptem 15 lat). Więc w telegraficznym skrócie: jak doskonale wiemy, zaczęło się wspaniale i był półfinał Ligi Mistrzów, a potem spełniło się powiedzenie, że najłatwiej spaść z wysokiej góry i tak w kolejności najpierw było bankructwo, spadek i wyprzedaż najlepszych piłkarzy, walka o awans i rok później kolejny spadek. 3 lata w 3 lidze, 2 nadzory administracyjne i siwy stary cap za sterami klubu. Nawet kiedy klub wygramolił się z League One podejmowane były decyzje nierozumne i przeczące wszelkiej logice, jak choćby sprzedaż najlepszych piłkarzy za grosze, czy wywalenie Graysona i zatrudnienie Warnocka. A kiedy wreszcie udało się z pokładu pozbyć siwego capa Batesa i kibiców ogarnęła radość, bo klub przejęli Arabowie, okazało się, że są to pierwsi Arabowie bez kasy, którzy chcą na klubie piłkarskim zarobić, a nie włożyć w niego fortunę, jak włodarze Manchesteru City, czy PSG. Z deszczu pod rynnę, psia jego mać. Na tym jednak nie koniec – w końcu to Leeds United - bo gdy po roku znalazł się kolejny kupiec na nasz ukochany klub okazał się nim być włoski szajbus z wyrokami na karku. Jego pierwsze decyzje dotyczyły wywalenia z klubu popularnego menedżera zespołu, został jednak zmuszony do zmiany zdania i utrzymania na stanowisku niechcianego przez siebie menedżera przez kolejne 2 miesiące. Co więcej, ów włoski szajbus postanowił stery drużyny powierzyć całkowitym laikom (duet David Hockaday i Junior Lewis), lub ludziom bez żadnego doświadczenia w prowadzeniu zespołów w Anglii (Dyrektor Sportowy Nicola Salerno i 33-dniowy trener Dario Milanic). W tak zwanym międzyczasie włoski magnat kukurydzy naobiecywał niestworzone rzeczy (z wykupem Elland Road na czele – sorry nie uwierzę dopóki nie zobaczę), sprzedał kapitana drużyny, który głośno skrytykował jego postępowanie, nakupował włoskich piłkarzy w większości o słabych umiejętnościach i został przez władze ligi zawieszony jako dyrektor klubu za niezapłacenie podatku od sprowadzenia luksusowego jachtu. Kiedy jednak wreszcie Pan Cellino (bo o nim oczywiście mowa) poszedł po rozum do głowy i przekazał prowadzenie klubu w ręce ludzi znających drużynę (Neil Redfearn) i specyfikę ligi od podszewki (Steve Thompson) i ludzie Ci poukładali tę drużynę na tyle, że odbiła się ona od dna i zaczęła masowo wygrywać w lidze, na kibiców Leeds znów spada cios jakim jest wywalenie z klubu Steve'a Thompsona przez namaszczonego przez Cellino swoim tymczasowym zastępcą (byłego przydupasa Kena Batesa) Andrew Umbersa. Adamos w swojej części zapowiedzi meczu z Blackburn nazwał sytuacje w klubie rollercosterem i jest to określenie trafne, ale chyba nawet zbyt słabe, skakanie na pogo (dla tych, którzy nie wiedzą co to jest zamieszczam obok zdjęcie) na linie rozwieszonej nad przepaścią wydaje mi się lepszym odzwierciedleniem wydarzeń w Leeds. W końcu było już tak dobrze, po tylu błędach i głupich decyzjach (moim zdaniem w bieżącym sezonie podjętych przez Cellino i jego popleczników) wszystko wskazywało na to, że wreszcie klub wychodzi na prostą i piłkarze po spokojnym okresie przygotowawczym w przyszłym sezonie będą mogli włączyć się do walki o awans do Premier League. I ja głupi zacząłem wierzyć, że wreszcie może być stabilizacja, w dyskusjach z kolegą Krzynkiem dawałem mu się nawet przekonać, że i obecny skład byłby w stanie nawet powalczyć o miejsce w top six (wiadomo, że nie teraz, ale gdyby właśnie był początek sezonu to z takimi wynikami jak od nowego roku bylibyśmy w czubie tabeli) i po cichu wierzyłem, że Cellino zmądrzeje, wywali na zbity pysk Salerno i odda dobór piłkarzy w ręce Redfearna i Thompsona. To jednak utopia, bo jak właśnie pokazało życie Cellino prędzej woli rozpieprzyć coś co świetnie działa, ale nie on to stworzył i zrobić to samo na swoja modłę bez gwarancji, że mu się powiedzie.

No to wypada się też odnieść do kwestii przejęcia klubu przez Red Bulla, o czym znowu jest głośno. Jak zwykle w takich przypadkach pojawiają się dwie strony sporu i jedna z nich uważa, że lepiej pozostać przy tym co jest teraz, a druga, że lepiej będzie pod sterami nowego właściciela. Problem jednak w tym, że jest to wybór dwóch ZŁYCH rozwiązań, bo z jednej strony mamy znanego już Włocha, którego polityka delikatnie rzecz ujmując nie jest właściwa, z drugiej austriacki koncern, który pierwsze co robi po przejęciu klubu to wrzuca jego historię do kosza i na jego licencji buduje nowy klub z Red Bullem w nazwie. Nie widzę powodów dlaczego w przypadku Leeds United miałoby być inaczej, skoro taka jest polityka tej marki i działanie to zostało przetrenowane już zarówno w Austrii (Red Bull Salzburg) jak i w Niemczech (Leipzig Red Bull). Żadne tłumaczenie, że władze ligi do tego nie dopuszczą do mnie nie przemawia, bo pamiętać trzeba, że podawany przez wszystkich przykład próby zmiany nazwy przez właściciela Hull City na Hull City Tigers dotyczy klubu występującego w Premier League, nie w Championship, a jak powszechnie wiadomo władze Premier League są inne od tych pałających „cieplutkimi uczuciami” do LUFC władz Football League. Zresztą ostateczna decyzja ws. Hull City nie została jeszcze podjęta. Co więcej, skoro przyklepana została akcja jaką przeprowadzili włodarze MK Dons z grą na licencji Wimbledonu, to tym bardziej przyklepią zmianę nazwy klubu na Red Bull Leeds. Mamy więc przykład klasycznej starożytnej tragedii, (jak np. Antygona), w której każde rozwiązanie jest złe, czyli coś typowego dla LUFC.

Nie łatwo jest być kibicem Leeds, w szczególności na przestrzeni ostatnich 15 lat, które pomimo kilku wzlotów są raczej pasmem ciągłej udręki, męczarni i oglądania kiepskiej gry klubu, który na swój los nie zasłużył. Trzeba naprawdę mieć jaja z granitu żeby wytrzymać to wszystko i nie popaść w jakieś szaleństwo kiedy z ukochanym klubem dzieją się takie rzeczy.

Żeby jednak nie było aż tak ponuro przytoczę fragment hymnu Leeds United, którego przesłanie niesie za sobą światełko w tunelu: „We've been through it all together, And we've had our ups and downs, We're gonna stay with you forever, At least until the world stops going round” („Zawsze byliśmy razem przez wszystko co nam zgotował los i mieliśmy swoje wzloty i upadki, pozostaniemy z Tobą na zawsze, przynajmniej dopóki ziemia się kręci” – wolne tłumaczenie tak na wypadek gdyby ktoś nie potrafił sobie przetłumaczyć tej zwrotki). Nie wiem czy autorzy tych słów Les Reed i Barry Mason, kiedy pisali nasz hymn w 1972 roku, zdawali sobie sprawę jak prawdziwe okażą się te słowa na przestrzeni historii. Ile tych wzlotów i upadków czeka klub, który przyszło nam kochać, ale pewne jest jedno: kibice Leeds zawsze byli ze swoim klubem, nie tylko wtedy kiedy drużynie szło (chociaż oczywiście wielu właśnie wtedy poznało i pokochało tę drużynę – jak np. piszący te słowa przy okazji występów Leeds w europejskich pucharach na przełomie XX i XXI wieku), ale również i wtedy kiedy przyszło jej kopać się po boiskach League One, czy zbierać niewyobrażalny oklep jak np. z Forest kilka lat temu. Sam fakt, że za tą drużyną na każdy mecz wyjazdowy jeździ średnio ponad 3500 kibiców jest wystarczającym dowodem, jeśli natomiast dodamy do tego, że na Elland Road w czasach L1 potrafiło przyjść ponad 30 tysięcy ludzi, a strona internetowa, którą mam przyjemność współtworzyć (nie uczestniczyłem jednak w jej powstawaniu) swoje początki bierze właśnie od 2008 roku, kiedy Pawie spadły do 3 ligi można jasno stwierdzić, że kibice Leeds byli i zawsze będą UNITED (czyli po polsku zjednoczeni). To o tym właśnie typowym dla Leeds zjednoczeniu mówił ostatnio Neil Redfearn kiedy odpowiadał na pytanie co jest powodem lepszej dyspozycji piłkarzy Leeds i to w tym zjednoczeniu właśnie wypatruję szansy dla naszego klubu. Bądźmy więc zjednoczeni, o ile to możliwe kupujmy udziały w ramach akcji kibiców, która opisywaliśmy ostatnio (bo to jedyna realna szansa na posiadanie choć zalążka decyzyjności w sprawach klubu) i miejmy nadzieję, że może pewien gladiator z Australii pomoże tej drużynie, bo ani opcja włoska, ani austriacka w moim przekonaniu niczego dobrego w dłuższej perspektywie Pawiom nie przyniesie.

MOT!

Komentarze  

#4 Makumb 2015-04-08 08:00
Cytuję Afterwiner7:
Cytuję mm:
Bardzo fajny artykul.Jednakze moim skromnym zdaniem im szybciej zostanie przegnany makaroniarz tym lepiej i KAZDY nastepny bedzie lepszy od niego.
Bates przy nim to himalaje profesjonalizmu I zdrowego rozsadku.


Oby tylko nie Red Bull. Nie wyobrażam sobie zmiany nazwy klubu, stadionu, czy modyfikacji herbu.

Zmiany barw, herbu i nazwy klubu nie przeboleję i nie będę kibicował temu redbulowemu tworowi. Jeśli więc miałbym tylko do wyboru te dwie opcje, czyli albo Cellino, albo Red Bull, wybieram Cellino. Włochów nie trawię, a Cellino mnie niemiłosiernie wkurza, ale przynajmniej podejmuje co najwyżej głupie decyzje odnośnie trenerów, piłkarzy itp., a nie jak red bull zmienia wszystkie RELIKWIE klubu i wyrzuca jego historię.
Inna sprawa, że Oficjalni przedstawiciele kibiców już odrzucili opcję przejęcia klubu przez Austriaków, pytanie tylko, czy Cellino będzie brał ich zdanie pod uwagę.
#3 Afterwiner7 2015-04-07 23:48
Cytuję mm:
Bardzo fajny artykul.Jednakze moim skromnym zdaniem im szybciej zostanie przegnany makaroniarz tym lepiej i KAZDY nastepny bedzie lepszy od niego.
Bates przy nim to himalaje profesjonalizmu I zdrowego rozsadku.


Oby tylko nie Red Bull. Nie wyobrażam sobie zmiany nazwy klubu, stadionu, czy modyfikacji herbu.
#2 mm 2015-04-07 21:46
Bardzo fajny artykul.Jednakz e moim skromnym zdaniem im szybciej zostanie przegnany makaroniarz tym lepiej i KAZDY nastepny bedzie lepszy od niego.
Bates przy nim to himalaje profesjonalizmu I zdrowego rozsadku.
#1 Afterwiner7 2015-04-07 12:23
Piękny artykuł. We Are Leeds!

You have no rights to post comments