Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kibice kochają historie o futbolowym kopciuszku, który wbrew logice wspina się niebotycznie wysoko i doprowadza bukmacherów do ruiny. Niestety takie historie nie zdarzają się zbyt często. Wystarczy spojrzeć na najpopularniejsze rozgrywki, w których w ostatnich latach np. mieliśmy reprezentację Grecji zdobywającą Mistrzostwo Europy, Błękitnych Stargard Szczeciński walczących w półfinale Pucharu Polski jak równy z równym z późniejszym mistrzem Polski z Poznania. A w Lidze Mistrzów? Ostatnia tego typu sytuacja miała miejsce w sezonie 2000/01 kiedy skazywane na pożarcie Leeds United zanotowało fenomenalną przygodę w tych elitarnych rozgrywkach. Przypomnijmy więc sobie ten wspaniały dla kibiców Pawi czas. Zapraszam Was do wyprawy w podróż sentymentalną przy czytaniu i oglądaniu historii tamtych dni gdy świat leżał u (bardzo młodych) stóp piłkarzy Leeds United. W tym i w kilku kolejnych tekstach opisane zostaną występy Leeds United w Lidze Mistrzów w sezonie 2000/01. Miłej lektury.

Zanim przejdziemy do sezonu 2000/01 wspomnieć wypada o tym jak do tego doszło, że Leeds w ogóle znalazło się w Champions League, cofnijmy się więc jeszcze trochę, gdyż nie wypada zacząć w innym momencie jak na rozgrywanym w kwietniu 2000 roku półfinału Pucharu UEFA, kiedy to Leeds pojechało do Turcji grać z Galatasaray. Jak doskonale pamiętamy tamten wyjazd do Turcji zakończył się podwójnie tragicznie dla Pawi. Po pierwsze Turcy wygrali 2:0 co przed rewanżem na Elland Road stawiało ich w doskonałej sytuacji, ale jeszcze bardziej tragiczna sytuacja miała miejsce na ulicach Stambułu gdzie dwóch kibiców United Chris Loftus i Kevin Speight zostało zasztyletowanych przez miejscowych kiboli Galatasaray. Rewanż w Leeds zakończył się remisem 2:2, który premiował Turków do finału Pucharu UEFA.

Niejako na osłodę tych fatalnych wydarzeń kibiców Leeds spotkała wspaniała niespodzianka w Premier League. Gdzie Pawiom udało się zając 3 miejsce i zakwalifikować się do baraży o Champions League. Pamiętać trzeba, że miejsce na podium ligi nie byłoby możliwe gdyby nie postawa Bradford City, które w ostatniej kolejce ograło Liverpool i w ten sposób umożliwiło Pawiom zajęcie trzeciego miejsca w PL.

Już pod koniec tamtego sezonu na dobre do składu przebili się młodziutcy wychowankowie klubu jak Alan Smith, czy Harry Kewell (który swoją droga został wybrany najlepszym młodym piłkarzem Premier League), a pamiętać trzeba, że wychowanków wspierali wówczas równie młodzi gracze jak Eric Bakke, Ian Harte, czy Lee Bowyer, a doświadczenie tamtej drużynie gwarantowali tacy piłkarze jak David Batty, Lucas Radebe, czy Nigel Martyn.

Kiedy stało się jasne, że Pawiom przyjdzie rywalizować o awans do Champions League ówczesny prezes Peter Ridsdale zrobił to co potrafił najlepiej, czyli poszedł na zakupy. Pierwszym piłkarzem kupionym jeszcze w maju 2000 roku był Francuz Olivier Dacourt, kolejnym Marc Viduka, którego ściągnięto z Celticu, a trzecim Dominic Matteo sprowadzony z Liverpoolu. Tylko za tych 3 piłkarzy Leeds zapłaciło bagatela blisko 18 i pół miliona funtów.

Pawie swoją przygodę z Champions League rozpoczęły od 3 rundy kwalifikacyjnej gdzie trafiły na 4 drużynę Bundesligi poprzedniego sezonu, czyli na TSV 1860 Monachium. Pierwszy mecz kwalifikacji odbywał się na Elland Road. To była prawdziwa wojna, której efektem były 3 bramki i aż 3 czerwone kartki, które zobaczyli Olivier Dacourt (74 minuta) i Erik Bakke (83 minuta) po stronie United i Nedjaljko Zelić (41 minuta) z TSV. Jeśli natomiast chodzi o zdobycz bramkową to ta również była po stronie Leeds. W 39 minucie padła pierwszą bramka w meczu, po długim wybiciu piłki z pola karnego United przez Martyna, w pole karne przyjezdnych główkował Viduka, a defensor gości tak niefortunnie zagrywał do własnego bramkarza, że Alan Smith zdołał przeciąć lot piłki i trafił do siatki. Po przerwie Pawie podwyższyły prowadzenie i znowu głównym aktorem akcji bramkowej był Smith, który dał się sfaulować na linii pola karnego (dyskusyjne czy faul nie nastąpił tuż przed linią szesnastki), a jedenastkę na gola zamienił Ian Hart, który w nagrodę dostał m.in. buziaka od swojego wuja Garryego Kelly. Była to 71 minuta meczu. W tamtym momencie wydawało się, że nic nie przeszkodzi Leeds w awansie gdyż Pawie prowadziły 2:0 i grały z przewagą 1 gracza. Jednak 3 minuty po bramce Harte’a czerwo obejrzał Dacourt, a 9 minut później sędzia wyrzucił z boiska Bakke i United kończyło mecz w dziewiątkę. Ataki gości przyniosły efekty tylko 1 bramki, która już w doliczonym czasie gry zdobył główką Paul Agostino. Bramki z tego spotkania możecie zobaczyć TUTAJ.

Rozgrywany 2 tygodnie później rewanż na stadionie Olimpijskim w Monachium był nie mniej emocjonujący, chociaż w przeciwieństwie do meczu na Elland Road nie obfitował w kolor czerwony. Ponownie bohaterem Pawi został Alan Smith, który w 46 minucie wykorzystał wywalczoną przez Marka Vidukę piłkę i zdobył jedyna bramkę meczu. Bramkę Smitha zobaczyć możecie TUTAJ. Pokonanie Monachijczyków sprawiło, że Leeds awansowało do piłkarskiego raju jakim bez wątpienia jest Liga Mistrzów i mogło ruszyć na podbój Europy. Tym bardziej, że w grupie H Ligi Mistrzów na Leeds United czekała już FC Barcelona, AC Milan i Besiktas Stambuł.

Czasem tak bywa, że żeby zajść daleko na początek trzeba ostro oberwać. Nic w końcu lepiej nie ustawia do pionu gorących głów jak zimny prysznic. Tak właśnie było w przypadku przygody Leeds United z Champions League. Pierwszy mecz Pawie rozgrywały na Camp Nou z wielka Barceloną, która jawiła się faworytem całych rozgrywek. Przy takich nazwiskach jak Rivaldo, Patrick Kluivert, czy Marc Overmars zawodnicy Leeds wydawali się skazani na pożarcie. Piłkarze „Dumy Kataloni” w pełni potwierdzili mocarstwowe plany i rozbiły Kopciuszka z Leeds aż 4 do 0, wynik meczu był z resztą do przewidzenia już po 20 minutach spotkania, kiedy Katalończycy prowadzili 2 do 0 po bramkach Rivaldo i pięknym strzale Franka de Boera z rzutu wolnego. Po przerwie dzieła zniszczenia United dokończył Patrick Kluivert, który dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców (w 75 i 84 minucie). Bramki z tamtego spotkania możecie zobaczyć TUTAJ. Pamiętam jak dziś, że po tym meczu ze strony moich kolegów (kibiców Barcelony) spotkało mnie mnóstwo uszczypliwości, jak się jednak okazało to ja i kibice Leeds miieli się śmiać ostatni.

Kolejna część opisu występów Leeds w Lidze Mistrzów w sezonie 2000/01 już niebawem.

Komentarze  

#1 adamos_6 2015-06-24 14:12
piękne chwile...
świetna robota Makumb :-)

You have no rights to post comments