Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jeśli czekaliście na dalszy opis przygody Leeds United w Lidze Mistrzów w sezonie 2000/01 to zapraszamy do lektury kolejnej części naszego cyklu.

W piłce nożnej jest tak, że dosyć szybko dostaje się szansę na rehabilitację nawet po tak ciężkiej porażce jaką Leeds zaliczyło w Barcelonie. Dla Pawi okazja ta nadążyła się już tydzień po meczu z Katalończykami kiedy na Elland Road przyjechała kolejna potęga Europejskiego futbolu, czyli AC Milan. Ponownie mogło się wykazać, że Chłopcy O’Learyego powinni sobie nie poradzić z tak trudnym rywalem, szczególnie, że w Medilanie grali wtedy tacy piłkarze jak Andryi Shevchenko, Paolo Maldini, czy Dida. To właśnie brazylijskiemu bramkarzowi Milanu, strzałowi Lee Bowyera z 89 minuty meczu typowo angielskiej pogodzie Leeds zawdzięcza to, że udało im się odnieść pierwsze zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Jak już wspomniałem była 89 minuta tego deszczowego meczu a wynik na świetlnej tablicy brzmiał niezmiennie 0:0. Wtedy na strzał z około 30 metrów zdecydował się Lee Bowyer. Wydawało się, że ta próba nie przyniesie większego skutku, gdyż strzał Anglika pomimo tego, że leciał niedaleko od słupka został sparowany przez Didę. Odbita przez bramkarza piłka spadła mu jednak pod nogi i na grząskiej murawie dostała rotacji zwrotnej i wpadła do bramki, a Dida wylądował na słupku. W trakcie doliczonego czasu gry wynik nie uległ zmianie i ponad 35 tysięcy ludzi zgromadzonych na Elland Road mogło wybuchnąć radością. Bramkę Bowyera możecie zobaczyć TUTAJ.

Tak się złożyło, że zwycięstwo nad Milanem nie dało pawiom awansu z ostatniej pozycji w tabeli, gdyż w rozgrywanym równolegle meczu w Turcji Besiktas rozbił Barcelonę i po 2 spotkaniach wszystkie drużyny w grupie H miały po 3 punkty. Na awans w tabeli Pawie musiały poczekać do następnego spotkania Champions League, które rozegrane zostało 26 września 2000 roku na Elland Road, a do Leeds zawitał Besiktas Stambuł. To był festiwal graczy United, którzy z zimną krwią wykorzystywali każdy błąd przyjezdnych i zmietli Turków z powierzchni ziemi wygrywając aż 6 do 0! Festiwal strzelecki już w 7 minucie meczu rozpoczął Lee Bowyer, który z najbliższej odległości wykończył doskonałe dośrodkowanie Iana Harte’a. Nie minęło 5 minut, a Leeds podwoiło prowadzenie. Tym razem z prawej strony dośrodkował Gary Kelly, a obrońcy Besiktasu w sobie tylko znany sposób nie zauważyli w swoim polu karnym Marka Viduki (przyznać trzeba, że trudno to zrozumieć bo Australijczyk do ułomków nie należy – 188 cm wzrost, 93 kilogramy wagi) i nie pilnowany przez nikogo napastnik Leeds strzałem głową pokonał bezradnego bramkarza gości Ike Shorunmu. Pawiom to jednak nie wystarczyło. W 22 minucie po krótko rozegranym rzucie rożnym i zamieszaniu w polu karnym najwięcej zimnej krwi zachował Dominic Mateo, który z najbliższej odległości trafił na 3 do 0. I w ten sposób zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach United. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, ale już w 65 minucie było 4 do 0. W środku pola piłkę spod nóg obrońcy Besiktasu wyłuskali Lee Bowyer i Mark Viduka . Australijczyk popędził w stronę bramki rywala i dwukrotnie zamarkował strzał czym wyczyścił pole Erikowi Bakke, który uderzył mocno przy słupku i podwyższył prowadzenie. Kolejne bramki padły już w doliczonym czasie gry. Najpierw po rzucie rożnym najwyżej do piłki wyskoczył Harte, a do zgranej przez niego piłki dopadł Daren Huckerby i strzałem w długi róg pokonał bramkarza rywali, a później grających już na stojąco piłkarzy Besiktasu pognębił Bowyer, który wykończył dośrodkowanie Huckerbyego z lewego skrzydła. Zwycięstwo 6 do 0 nad Besiktasem do tej pory musi budzić szacunek, szczególnie, że jest to 7 najwyższe zwycięstwo, które kiedykolwiek padło w Lidze Mistrzów (co ciekawe najwyższym zwycięstwem w Lidze Mistrzów jest dotychczas wygrana Liverpoolu na Besiktasem 8:0). Skrót meczu z Besiktasem możecie zobaczyć TUTAJ.

Rewanżowy mecz z Beskitasem rozgrywany w Turcji zakończył się bezbramkowym remisem, który przy jednoczesnym remisie Milanu z Barceloną pozwolił pawiom pozostać na 1 miejscu w tabeli grupy H. Co ciekawe w spotkaniu tym swój debiut na boiskach Champions League zaliczył późniejszy piłkarz Wisły Kraków Jacob Burns. Niestety nie udało mi się znaleźć skrótu tego meczu z internecie.

Po bezbramkowym remisie w Turcji na Elland Road przyjechała FC Barcelona. Sytuacja w tabeli wskazywała na to, że jeśli Leeds wygrałoby z Katalończykami to zapewniłoby sobie awans do 2 fazy grupowej Ligi Mistrzów. Początek meczu pokazał, że szansę na wyeliminowanie Barcelony z dalszej gry były całkiem duże. W 5 minucie meczu rzut wolny z lewej strony pola karnego wykonywał Lee Bowyer. Zagrana przez niego piłka minęła wszystkich piłkarzy w polu karnym i przy samym spojeniu słupka z poprzeczką wpadła do siatki bramki strzeżonej przez Richarda Dutruela. Do 90 minuty kolejne bramki nie padły i kiedy kibice Leeds szykowali się do świętowania awansu, a trenerzy Pawi wymownie pokazywali sędziemu żeby skończył mecz stała się rzecz straszna. W pole karne desperacką wrzutkę posłał Phillip Cocu głową uderzył Gerard, ale piłka trafiła w słupek i wróciła na środek pola karnego. Tam dopadł do niej Rivaldo i zamiast awansu Leeds zrobiło się 1:1, w końcu jak powszechnie wiadomo z Leeds nie może być łatwo i nerwy trzeba mieć jak ze stali. Skrót tego meczu możecie zobaczyć TUTAJ. W rozgrywanym równolegle meczu Milan wygrał na wyjeździe z Besiktasem 2:0 i był pewien awansu do kolejnej rundy.

Przed ostatnią kolejką spotkań sytuacja w grupie H wyglądała następująco. Na 1 miejscu znajdował się Milan, który zgromadził 10 punktów, 2 było Leeds z dorobkiem 8 punktów, a 3 Barcelona z 5 punktami. Jasne więc było, że jeśli Pawie chciały awansować kosztem Katalończyków to musiały wygrać lub zremisować swój ostatni mecz grupowy z Milanem. Myli się jednak ten kto myśli, że Rossoneri potraktowali spotkanie z Leeds ulgowo, gdyż na San Siro wybiegła najsilniejsza 11 Mediolańczyków. Przewagę jednak miało Leeds, które upragnionego gola doczekało się w 44 minucie meczu. Bowyer dośrodkował z rzutu rożnego, a pięknym strzałem głową popisał się Dominic Matteo, który po chwil wpadł w objęcia niemalże wszystkich piłkarzy Leeds. W 68 minucie meczu rajd lewą strona boiska przeprowadził Seginho, który w finałowej części akcji strzałem w długi róg pokonał Paula Robinsona i doprowadził do wyrównania. Na szczęście więcej bramek w tamtym meczu nie padło i Leeds nawet pomimo zwycięstwa Barcelony nad Besiktasem 5:0 wywalczyło awans do 2 fazy grupowej Champions League. Skrót meczu z Milanem możecie zobaczyć TUTAJ.

W 2 rundzie fazy grupowej (tak wtedy wyglądały rozgrywki Champions League) na Leeds czekał Real Madryt, Lazio Rzym i Anderlecht Bruksela. Opis zmagań Leeds w dalszej części Ligi Mistrzów 2000/2001 niebawem.

You have no rights to post comments