Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Massimo Cellino nie jest postacią bezbarwną. Nie jest człowiekiem obojętnym. Jest biznesmanem o ogromnej pasji, nie można mu zarzucić braku pracowitości, ale też liczba kontrowersji wokół jego nazwiska bije wszelkie rekordy. To właśnie ta postać raz dzieli, raz łączy kibiców Leeds United. Na jego temat powstało mnóstwo artykułów. Mój ostatni z maja tego roku, kiedy zakończył współpracę z Neilem Redfearnem nie zostawił na Włochu suchej nitki. Jednak jako, że w sprawach do Leeds United jestem człowiekiem dość naiwnym, to uwierzyłem w letnią przemianę Króla Kukurydzy. Uwierzyłem w końcu w jego profesjonalizm. Uwierzyłem, że ten człowiek może zbudować mocne Leeds United. Pieniądze i pasja Cellino wraz z wiedzą i doświadczeniem Adama Pearsona sprawiły, że spotkało nas niezwykle owocne lato. Sensowne zakupy, mądre wypowiedzi, inwestowanie w sztab szkoleniowy. Jednak wraz z odejściem Pearsona bańka pękła. Łudziłem się jeszcze nadziejami, że te kilka miesięcy pracy z Pearsonem nauczyły prezydenta naszego klubu, jak należy prowadzić klub piłkarski. Że nauczyły go cierpliwości i powściągliwości. Te nadzieje zostały podbudowane niedawnymi wypowiedziami Włocha o tym, że pozycja Uwe Röslera. O tym, że on wie, że Niemiec potrzebuje czasu, że on (Cellino) nie ma zamiaru wywierać na nim presji i chce stworzyć mu dobre warunki do pracy. Kilka dni później Włoch dowiedział się od Football League, że ponownie zostanie zawieszony za przekręty finansowe i od tego czasu ponownie mu odbiło. Najpierw postanowił zbojkotować wyjazdowe spotkania Leeds United. Nie wiem, czy jego celem było zemszczenie się władzach ligi, ale tym ruchem skrzywdził tylko i wyłącznie kibiców Pawi. Żeby tego było mało dwa dni później w ciągu kilkudziesięciu godzin zdążył zwolnić Uwe Röslera i zatrudnić Steve’a Evansa. Cellino, który jeszcze tak niedawno chwalił się, że zrozumiał, że w futbolu potrzeba cierpliwości, że pochopne ruchu nie są mile widziane, nagle pod wpływem emocji wywala faceta, który jeszcze 2 tygodnie wcześniej był dla niego wyborem idealnym i bez specjalnej selekcji zastępuje go pierwszym lepszym mieszkającym w Yorkshire gościem bez pracy.

Nie jest ambicją tego tekstu, bronienie zdolności trenerskich Uwe Röslera. Ciężko powiedzieć, czy był dobry, czy też nie. Tak samo ciężko na podstawie pracy w Leeds United ocenić Davida Hockadaya i Darko Milanica. W wypadku tamtych dwóch cieszę się, że nie musiałem odkrywać ich umiejętności trenerskich, ale jeśli chodzi o Niemca, to chętnie bym się przekonał, co wyrzeźbiłby z tego Leeds. Przyznam, że Uwe mnie kupił. Nie tylko swoją osobowością, nie tylko swoim profesjonalizmem. Wierzę, że gdyby Uwe pozostał na stołku, to w końcu jego drużyna zaczęłaby grać lepiej. Jako jeden z nielicznych dotychczasowych trenerów Pawi on miał plan. Oczywiście nie był pozbawiony wad ( o tym później), bo nasze miejsce w tabeli znikąd się nie wzięło, ale jestem pewien, że z nim na ławce na początku grudnia bliżej byłoby nam czołówki niż strefy spadkowej. Rösler nie zostawiał niczego przypadkowi, nie uważał się siebie za osobę wszystkowiedzącą. Stąd liczny sztab Niemca. Uwe nie był typem Franciszka Smudy, który potrafił ocenić piłkarza po tym jak wchodzi po schodach. Rösler poświęcał godziny na analizy taktyczne, analizy wideo i statystyczne. Po każdym meczu doskonale wiedział i widział kto i gdzie popełniał błędy. Konferencje prasowe zazwyczaj odbywające się w czwartkowe popołudnia przesunął na piątki. Dzień wcześniej poświęcał godziny na rozpracowanie rywala. Niemiec potrafił dokładnie opisać mocne i słabe punkty drużyny, z którą miała się mierzyć nasza ekipa. Doskonale potrafił przewidzieć sposób gry rywala. Jego problemem było to, że nie potrafił tych mocnych punktów zneutralizować, a tych słabych wykorzystać. Albo przynamniej nie potrafił tego nauczyć swoich zawodników. Te 12 meczów Röslera to głównie spotkania słabe i przeciętne przeplecione może dwoma dobrymi jednym bardzo dobrym. Nie był to wynik zadowalający. Nie był to wynik na miarę oczekiwań i letnich inwestycji, ale czy nie za szybko Cellino postawił na Niemcu krzyżyk? Zwolnił go po porażce z liderem ligi po, jakby nie patrzeć, całkiem przyzwoitym meczu. Co ten mecz z Brighton sprawił, że Cellino uznał, że Uwe się nie nadaje? W pierwszej połowie Leeds grało dobrze, w drugiej osłabło, ale mimo wszystko nie zostawiło po sobie złego wrażenia. Zdaje sobie sprawę, że Rösler mógł polecieć, ale szczerze powiedziawszy bardziej zasługiwał na zwolnienie 2 tygodnie wcześniej. Teraz nowy trener musi zagrać 3 mecze praktycznie bez treningów w 8 dni. Nie znając drużyny. Czy nie lepiej byłoby pozwolić Röslerowi dokończyć te spotkania? Najbliższe tygodnie to teoretycznie łatwiejszy terminarz Pawi. Wydaje mi się, że właśnie wtedy udałoby się ponabijać trochę punktów podnosząc tak upadłą ostatnio pewność siebie piłkarzy. Jeżeli wtedy gra wyglądałaby tak, jak w październiku, pożegnanie się z Niemcem byłoby dla mnie zrozumiałe. Te kilka miesięcy to zbyt mało, żeby na piłkarzach odbił się styl trenera. Niemiec na pewno mógł imponować przygotowaniem taktycznym, organizacją i analizą, ale na pewno można by mu zarzuć  brak zdolności motywacyjnych. Drużyna niestety tylko w ustach trenera grała Heavy metal football. Naszym graczom wyraźnie brakowało wiary, pewności siebie. Nie wychodzili na boisko z chęcią zaorania go do dwóch metrów w głąb. Massimo Cellino zarzucił Röslerowi, że ten był za grzeczny. Za grzeczni byli też nasi piłkarze. Tego nie ma co podważać. Mentalność piłkarzy pozostawiała sporo do życzenia. Z racji tego, że jednak jestem człowiekiem naiwnym, wierzę, że kilka dobrych meczów z rzędu zmieniłoby tę postać rzeczy. Akurat mentalność zawodników jest łatwiej zmienić niż dobrze ich ustawić pod względem taktycznym. Przypomina mi się okres noworoczny z zeszłego sezonu. Wtedy też drużyna Redfearna pikowała w dół, jednak nikt Reddersa nie zwalniał (jeszcze wtedy) i ten wyprowadził zespół z kryzysu (i został zwolniony). Patrząc na nasze ostatnie mecze można też powątpiewać, czy aby te mocne treningi latem były trafione. Forma fizyczna naszych graczy mogła pozostawić sporo do życzenia. Trzecim błędem Röslera była ta nieszczęsna wypowiedź dla BBC. Inaczej brzmią słowa, że „naszym celem nie jest awans w tym sezonie” niż „nie ma takiej możliwości, żebyśmy awansowali w tym sezonie”. Rozumiem, że Uwe jest człowiekiem stapiającym po ziemi i jest świadomy potencjału swojej drużyny, ale takie publiczne deklaracje na pewno nie wpływają dobrze na, już i tak nadszarpniętą, pewność siebie Pawi. Jeżeli Rösler w podobnym tonie przemawiał do piłkarzy w szatni, to nie dziwi ich strach w trakcie meczu. Reasumując wątek Niemca powtórzę jednak, że zwolnienie jego w takim momencie jest dla mnie absurdalne. Wiedza taktyczna i zdolności analityczne byłego już trenera Leeds wzięłyby w końcu górę. Wtedy i mentalność piłkarzy polepszyłaby się sama w sobie.

W kontekście Uwe nie załamuje mnie nawet sam fakt, jego odejścia w takim momencie. Załamuje mnie fakt, że Cellino kilkadziesiąt minut po meczu miał już kandydata na jego następcę. Jak to w ogóle możliwe? Czy Evans był już przygotowany wcześniej? Jeżeli tak, to czemu nie zatrudniono go w trakcie przerwy na reprezentacje? Wtedy poznałby drużynę. Jak na psychikę piłkarzy może wpłynąć fakt, że w niedzielę wieczorem zasypiają z myślą, że następnego dnia spotkają się na treningu z Uwe Röslerem, a rano okazuje się, że zamiast Uwe przychodzi facet 3 razy od niego większy. Jaki poważny klub zatrudnia trenera w ciągu kilku godzin od zwolnienia jednego? Czy Celino w ogóle wie, czym jest merytoryczne podejście? Rösler wydaje się jedynym poważnym trenerem zatrudnionym w Leeds za rządów Cellino. Nie biorę tutaj pod uwagę Reddersa, który był wyborem naturalnym. Rösler był kandydatem poważnym, bo wybierał go Pearson. Cellino wymyślił sobie Hockadaya, Milanica i teraz Evansa. Nie chcę być hipokrytą, dlatego nie będę skreślał grubego Szkota zanim ten pokaże, na co go stać. Nie będę natomiast ukrywać, że wielkich nadziei z byłym menadżerem Rotherham nie wiąże. Co prawda, bronią go wyniki. Dwukrotnie udało mi się zaliczyć dwa awanse z rzędu. Raz z Crawley, raz z Rotherham. Utrzymał też naszych sąsiadów w Championship mając tragiczny skład do dyspozycji. Nie mniej jednak z całym szacunkiem, ale ani Boston ani Crawley ani Rotherham to nie jest ten rozmiar kapelusza, co Leeds United. Na Elland Road panuje inna presja, inne oczekiwania. W szatni spotka większe autorytety. Evans nie ma doświadczenia pracy w dużym klubie i obawiam się, że za dużo czasu na zebranie tego doświadczenia nie dostanie.

Przeglądając dorobek i opinie o naszym nowym głównym trenerze można szybko nakreślić jego styl prowadzenia zespołu. Wydaje mi się, że nawet efekt miotły Evansa może zadziałać w najbliższych meczach, ale wątpię, żeby wypalił w dalszej części sezonu. W przeciwieństwie do Röslera, Evans jest świetnym motywatorem. On wymaga od piłkarzy walki i zaangażowania. Być może nie należy do najsympatyczniejszych trenerów. Nie zastanawia się dwa razy, jak będzie musiał opieprzyć piłkarza, ale przynajmniej do tej pory jego podopieczni wznosili się na wyżyny swoich umiejętności. Dlatego tez uważam, że może to przynieść efekt w pierwszych kilku meczach. Jego charakter może wyzwolić w naszych graczach większą agresję i chęć orania boiska. Przypomina mi to trochę Paolo Di Canio, który potrafi uratować w kilku meczach stracony sezon, ale na dłuższą metę wyniszcza psychicznie swoich podopiecznych. Obawiam się, że właśnie zdolności motywacyjne i respekt, jaki potężnej postawy Szkot może wzbudzić, są jego jedynymi zaletami. Na początku wystarczy warknąć, ryknąć, zbesztać, rzucić kilkoma kurwami i fuckami, ale w końcu przyjdzie czas na ułożenie drużyny pod względem taktycznym, a tutaj mam sporo zastrzeżeń do Evansa. Jego osoba kojarzy mi się z Franciszkiem Smuda. Franz tez nie oszczędza gardła, też potrafi dotrzeć do piłkarzy, uratować drużynie sezon, ale taktycznie leży. Kibice Rotherham za innowatora Evansa raczej nie uważają. Warsztatu szkoleniowego nie jestem w stanie ocenić. Ciekawe wydają mi się także pierwsze wywiady Szkota. Odnoszę wrażenie, że mając świadomość małego entuzjazmu ze strony kibiców, stara się szybko przypodobać się najważniejszej części Leeds United.  A tu nagle złoży hołd Redfearnowi, a tu nagle zacznie gadanie o 4-4-2, tak oczekiwanym przez fanów Leeds w ostatnich tygodniach. Nie chcę pochopnie posądzać Evansa i lizusostwo, bo mimo wszystko wydaje się gościem bardzo niezależnym i mającym swoje zdanie. Może faktycznie, tak będzie chciał grać. Wg mnie nasz skład bardziej pasuje do gry z większą ilością zawodników w środku pola, ale to tylko moje zdanie.

Kończąc już wątek Evansa i jego kwalifikacje do prowadzenia Leeds United, niech rozliczą go wyniki. Dziwi mnie natomiast, że Cellino zdecydował się na współpracę z takim człowiekiem. Evans nie jest typem gentelmana jak Rösler czy Redfearn. Nie jest tez marionetką jak David Hockaday. Steve Evans to wielki chłop z wielkim ego. Gość, który szlifuje rekordy zawieszeń przez Football League. Facet, który z taką samą łatwością, jak pożera kolejne hamburgery, to obraża sędziów, innych trenerów czy innych członków sztabu rywali (nawet jeżeli jest to kobieta). Evans w przeszłości był przez dłuższy czas zawieszony za oszustwa podatkowe. Evans nie zgodzi się, żeby ktoś go obrażał w mediach, Evans nie zgodzi się, żeby ktoś mu sugerował ustawienie składu. Do Evansa Cellino nie powie, żeby się zamknął i skupił na swojej pracy, tak jak wtedy, kiedy Hockaday sugerował właścicielowi klubu sprzedaż McCormacka. Dlatego to mnie dziwi. Można zażartować, że Cellino wybrał Evansa, bo mają wiele wspólnego. Pytanie tylko, czy takie jednostki mogą razem pracować? Wg mnie to jest niemożliwe. Wcześniej czy później któryś odpali fajerwerki, a wtedy zapali się pół Yorkshire.

Zresztą, tak na dobrą sprawę, czy ktokolwiek wierzy, że Evans dostanie w ogóle czas, żeby eksplodować jeszcze jako pracownik klubu? Szczerze powiedziawszy wątpię, żeby Szkot dotrwał Nowego Roku. Leeds United to obecnie cyrk Cellino, a w ostatnim czasie ten cyrk się rozpędza. Evans jest skazany na zwolnienie. Jeżeli nie będzie robił wyników, poleci szybko. Jeżeli zacznie robić wyniki, to Cellino zazdrosny o ewentualną sympatię kibiców do Evansa, wywali go wymyślając jakiś absurdalny powód. Redfearn zachowywał się jak dziecko, a Evans pewnie będzie za bardzo się panoszył i za mało słuchał swojego szefa. Jedyną nadzieją dla tego klubu jest Football League. Wiem, że już wielokrotnie nawracałem się do Cellino. Wielokrotnie ten facet wyprowadzał mnie z równowagi, żeby potem zrobić kilka świetnych ruchów. Głupi wierzyłem, że Włoch w końcu zmądrzał, ale kiedy już myślałem, że w końcu Leeds ma właściciela na miarę oczekiwań, to wtedy we Włochu budził się mr Hyde. Nie zdarzyło to się raz, nie zdarzyło to się dwa razy. Dzieje się to regularnie. Mam tylko nadzieję, że jeżeli ponownie Massimo zacznie sprawiać wrażenie poważnego człowieka, to tym razem moje 0.00000000000000001% wiary w niego się nie obudzi. Proszę, strzelcie mnie wtedy w łeb. Każcie cofnąć się w czasie do 31 stycznia 2013, do dnia, kiedy wywalił Reddersa, do dnia, kiedy dla tylko sobie znanych powodów zarządził bojkot meczów wyjazdowych, oraz dnia, kiedy zwolnił Röslera. Brutalne to jest, ale Włoch jest za stary, żeby zmądrzeć i nawet te kilka miesięcy z Pearsonem tego nie zmieniły. Teraz nawet zaczynam się zastanawiać, co było faktycznym powodem odejścia Adama. Oficjalnie Pearson chciał skupić na drużynie rugby i sprawach osobistych. Teraz to nie wiem, czy też nie przewidział, że szaleniec z Sardynii znowu uderzy i nie chciał być z nim kojarzony. Mówiłem, że jedyna nadzieja w Football League, bo chyba tylko oni są w stanie zmusić Cellino do sprzedania klubu. Obecne zawieszenie ma obowiązywać do końca sezonu, a na horyzoncie są kolejne. Nie wierzę, żeby Włochowi podobało się figurowanie, jako właściciel klubu nie mając wpływu na jego losy (teoretycznie). Cellino oczyścił finanse, zainwestował w ten klub sporo pieniędzy – chwała mu za to, ale jak mawiają Anglicy „enough is enough”. Możemy być pewni, że potencjalny nowy właściciel nie będzie należał do biednych, bo pewnie Cellino tego klubu nie sprzeda tanio. Tymczasem byleby sprzedawał klub z Championship.

Ceterum censeo Cellino expellendum esse.

Komentarze  

#1 adamos_6 2015-10-20 14:10
podejrzewam że Pearson spodziewał się dyskwalifikacji i nie chciał być z nią łączony, jak też z pozycją marionetki podczas dyskwalifikacji
niech zbiera kasę, sprzedaje swoje rugby i kupuje United!

You have no rights to post comments