W dniu startu kolejnego seoznu Premier Legue na łamach The Athletic pojawił się wywiad z właścicielem Leeds United Andreą Radrizzianim. Phil Hay i David Ornstein rozmawiali z Włochem o niezywkle burzliwych ostatnich 12 miesiącach, transferach oraz celach na przyszłość. Nie mogło być inaczej i wywiad oczywiście zaczął się od pytań o Marcelo Bielsę - postać, która na Elland Road ma status niemal ikoniczny.

elland_road_zrodlo_twitter.com/lufc

Radrizziani zdradził, że wg niego problemy Leeds w zeszłym sezonie to po części wina jego i Argentyńczyka. Radrizziani wielokrotnie podkreślał, że drenujący styl pracy i gry Bielsy oznaczał, że po kilku latach było potrzebne odświeżenie. Można bylo wymienić pół składu, albo trenera, bo 4 lata pracy z El Loco dla piłkarzy jest niezwykle wymagajace i wyniszczające. Radrizziani pierwszy raz o rozstaniu się z El Loco pomyślał w trakcie meczu z Aston Villą, kiedy Leeds zremisowało 3-3, ale był moment kilkunastu minut, kiedy straciło 3 gole. Potem oliwy do ognia dodały jeszcze klęski z Manchetserem United, Liverpoolem i Tottenahmem i czara goryczy się przelała. Włoch stwierdził, że wg niego zmęczenie psychiczne piłkarzy było zbyt duże i w celu ratowania sezonu musiał podjąć, jak sam to określił, najtrudniejszą biznesową decyzję w życiu.

Powiedziałem mu to prosto w twarz - Radrizziani zdradza kulisy rozstania z Bielsą -. Zazwyczaj podczas spotkań Marcelo był otwarty na długie rozmowy i dyskusje. Tym razem wydawał się być zaskoczony, bo do tej pory zawsze go wspierałem. Po raz pierwszy widziałem jak cierpi i nie może wydusić z siebie słowa.

Kto był odpowiedzialny za słabe wyniki w zeszłym sezonie?

Głównie ja i Marcelo, ponieważ nie dokonaliśmy zmian kiedy był na to czas - bez zawachania odpowiada Radrizziani. - To było do przewidzenia, że czwarty sezon z Bielsą kiedy skład jest oparty wciąż na tych samych piłkarzach, może być dla nich zbyt wymagający. Mieliśmy tę rozmowę zeszłęgo lata. Marcelo przyznał, że przyjdzie taki moment, że trzeba będzie wymienić albo cały skład albo jego, bo przy jego stylu pracy niemożliwe jest dla piłkarzy wytrzymywać ten reżim tak długo. Jego siła to dyscyplina i określony sposób pracy. On nie ma kompromisów w swojej filozofii futbolu, ale jego siła jest jednocześnie jego słabością. Brak dopasawania się i ustępstw doprowadził do takiego końca.

W oświadczeniu po zwolnieniu Marcelo Bielsy na oficjalnej stronie klubwej padło zdanie, że w przyszlości klub chciałby jakoś upamiętnić trenera, które zrewolucjonizował Leeds United. Pierwszą myślą było wybudowanie czegoś w okolicach stadionu, ale ostatecznie wygral pomysł nazwania ośrodka treningowego Leeds imieniem Argentyńczyka. Klub napisał w tej sprawie do Bielsy o wyrażenie zgody, żeby Thorp Arch mogło być jego imienia.

Mam także pomysł, którym podzieliłem się już z nim swego czasu, że chciałbym kiedyś stworzyć Uniwerystet Futbolu, który byłby także imienia Marcelo Bielsy. Mam nadzieję, że Marcelo wciąż będzie otwarty na ten pomysł. Mój szacunek do niego nigdy się nie zmieni. - dodaje Radrizziani.

Kolejnym tematem była postać obecnego trenera Leeds. Nazwisko Jessiego Marscha w notesie Vicotra Orty znjadowało się już od dłuższego czasu. Amerykanin był rozważany na następce Bielsy po zeszłym sezonie, ale wydarzenia z początku roku trochę przyspieszyły tę zmianę. Radrizziani jest bardzo zadowolony z tego, jak Marsch wszedł do klubu i jak szybko i efektywnie poprawił morale zespołu. Radrizziani też nie chce oceniać stylu gry zespołu Marsch w ostatatnich 12 meczach zeszłoego sezonu. Wtedy jedynym zadaniem Amerykanina było uratowanie statusu klub Premier League dla Leeds United. To w dramatycznych okolicznościach się udało. Teraz Marsch dostal warunki i skład jakiego wymagał i od tego sezonu pracuje na swoje konto.

W zeszłym sezonie to nie była jego drużyna - mówi Radrizziani -. Wykonał świetną pracę jeśli chodzi o motywacje, trzymanie grupy razem i utrzymanie koncentracji. Był odważny, dzielny i pokazał świetne cechy przywódcze. Teraz to jest jego zespół. Dostał 6 nowych graczy, których chciał. Wszystkie te transfery udało się przeprowadzić bardzo szybko i miał kilka tygodni na pracę z pełną kadrą. Styl gry pewnie będzie podobny do Bielsy, może trochę bardziej wertykalny i inaczej też będziemy bronić. Pewnie drużyna też będzie bardziej elastyczna.

Jaki będzie ten nadchodzący sezon? Właściciel Leeds nie ma watpliwości, że najbliższe miesiące będą mniej nerwowe niż zeszły rok. Włoch uważa, że klub sie rozwija i tym razem Pawie powinny zakończyć sezon między 10 a 14 miejscem.

To jest niemożliwe, żebyśmy spadli - odważnie zapowiada Radrizziani.

Włodarze Leeds wielokrotnie podkreślali, że modelowym klubem, na którym chcieliby się wzorować jest Leicester City. Lisy słynęły z tego, że rozwijały ligowe gwiazdy i sprzedawały je za wielkie pieniądze do największych klubów w lidze. Po 2 latach bez żadnych sprzedaży, tego lata Leeds musiało się pozbyć dwóch kluczowych graczy. Swoje marzenia o grze o tytuły chciali spełnić Kalvin Phillips i Raphinha. Radrizziani nie ukrywa, że sami piłkarze określili jasno, że odpowiednio Etihad i Camp Nou to są dwa kierunki, gdzie chcieliby kontynuować swoje kariery. Szczególnie ciekawy był transfer Raphinhi. Jak dobrze pamiętamy jego saga transferowa przeciągała się w nieskończoność. Leeds już dawno zaakceptowało ofertę Chelsea, ale z inicjatywy samego piłkarza Radrizziani musiał poprosić Todda Boehly'ego o wstrzymanie się z dopięciem transferu. Włoch podkreśla, że tamten telefon do właściciela Chelsea był dla niego dość wstydliwy.

Andrea Radrizziani uważa jednak, że odejście Raphinhi i Kalvina Phillipsa nie oznacza, że obecny skład jest słabszy, wręcz przeciwnie.

Te dwa transfery są ważne z dwóch powodów. Nie chodzi o tylko o fundusze, dzięki którym możemy uzupełnić kadrę, ale także pozycję jaką to nam daje w oczach największych talentów w Europie. Leeds może być teraz odbierane jako świetna platforma do największych klubów na świecie. Tacy chcemy być obecnie. Możliwość przyjścia do Leeds, a potem po dwóch, trzech latach odejście do Realu, Barcelony czy City to jest coś, z czego możemy i chcemy być dumni. Musimy być realistami i w najbliższym czasie na pewno nie będziemy na poziomie tych klubów. W dalszej perspektywnie będziemy jednak chciali utrzymywać naszych najlepszych graczy. Nie możemy wiecznie sprzedawac nasze gwiazdy.

Kibice Leeds mimo zakupu 6 nowych piłkarzy wciąż mają nadzieje zobaczyć na Elland Road kogoś jeszcze. Głównym celem Pawi był Charles De Ketelaere, jednak Belg wybrał ofertę AC Milanu. Włoch zdradził, że Club Brugge zaakcptował już ofertę Pawi za 33.5 mln funtów i był taki moment, że szansa na transfer była 50%. Ostatecznie jednak belgijski talent wybrał San Siro.

To byłaby nasza wisienka na torcie, wyjątkowy gracz. Niestety rywalizowaliśmy z Milanem. Oni wygrali Serie A, grają w Lidze Mistrzów. Już sam fakt, że Charles oglądal film dokumentalny o Leeds i rozważał naszą opcję zamiast Milanu jest dla nas wielką nobilitacją. Może powinieniem polecić do Blegi dzień wcześniej i dopiąć transfer kiedy w Milanie było zamieszanie związane ze zmianą właściciela? - mówi Andrea.

Leeds United wciąż rozgląda się na rynku za nowym napastnikiem, jednak nie jest przesądzone, że przy przegranej walce o De Keteleare, Pawie na pewno sięgną po innego napastnika. Media podają, że Victor Orta szczególnie intensywnie monitoruje rynek francuski i tam pojawiają się dwa nazwiska Arnauda Kalimuendo z Paris Saint-Germain i Martina Terriera z Rennes. Radrizziani zdradza jednak, że nic nie jest przesądzone i zarówno on jak i Victor Orta i Jesse Marsch są w stałej dyskusji. Włoch podkreslił, że nie interesują go żadne transfery na siłe i nie chciałby, żeby jakiś niepotrzbny transfer zatrzymal rozwój Joe Gelhardta. Jednocześnie Radrizziani zakończył temat ewnetualnej sprzedaży Jacka Harrisona, którym mocno interesowało sie Newcastle.

Mam mnóstwo zaufania do Joffy'ego. Dodatkowo w tym sezonie wraca Patrick Bamford, ale wciąż aktywnie monitorujemy rynek razem z Jessem i Victorem. Nie musimy robić zakupów za wszelką cenę. Charles De Ketelaere był wyjątkowym zawodnikiem. Wszyscy byliśmy tego samego zdania i dlatego szliśmy na całego. Co do innych napastników, jeśli nie będziemy do nich przekonani w 100%, to nie będziemy działać. Wiem, że rok temu cierpieliśmy z powodu wąskiej kadry, ale przy napastniku jest inaczej. Nie chcemy sprawdzić młodego gracza, który ograniczy występy Gelhardta, który wg mnie jest jednym z największych talentów w Anglii. Mowią o tym jego liczby. Za każdym razem kiedy wchodzi na boisko, coś wnosi do zespołu. To nie jest łatwa decyzja odstawić go na bok, ale jeśli znajdziemy odpowiedniego gracza, który nas przekona, to ruszymy po niego. - dodaje Radrizziani.

Rozmowa z większościowym udziałowcem Leeds nie mogła się odbyć bez dyskusji o rozbudowe stadionu i wpsółpracę z 49ers Enterprise. Radrizziani zdradził, że od początku plan był taki, że jesli uda się zapewnić ligowy byt na trzeci sezon w Premier League wtedy zarząd będzie myślał nad rozbudową Elland Road. Wstępne plany już zostały wysłane do Urzędu Miasta i Włoch jest pełen nadziei, że w przyszłosci uda się powiększyć pojemność stadiunu do 55 tysiecy miejsc, co będzie kosztowało ok 100 mln funtów. Radrizziani jest pewien, że w tym projekcie pomoga mu także jego partnerzy z 49ers. Włoch potwierdził, że Amerykanie mają opcję wykupienia pakietu większościowego do 2024 roku, ale póki co nic w tym kierunku nie zmierza i Radrizziani wciąż jest główną postacią w klubie. Jego celem i marzeniem jest zakwlifikowanie się do Europejskich Pucharów. Wtedy być może Radrizziani odda pałeczkę komu innemu.

You have no rights to post comments