Ostatnio brytyjskie media poświęciły sporo czasu na krytykę ekspansywnego stylu gry drużyny Marcelo Bielsy, który kosztuje Leeds punkty. W niedzielne popołudnie The Whites ładnym stylem już nie błysnęły, ale udało im się zachować czyste konto, co przy jednej bramce strzelonej przez Patricka Bamforda oznaczało, że mecz z Burnley Leeds skończyło z trzema punktami więcej. Dzięki temu zwycięstwu The Whites awansowali na 12 miejsce w tabeli.
Wobec kontuzji Liama Coopera wszyscy spodziewali się, że do składu wskoczy Diego Llorente. Hiszpański stoper podczas środkowego treningu ponownie doznał odnowienia kontuzji mięśniowej i w niedzielnym meczu zagrać nie mógł. Zamiast jego obok Luke'a Aylinga wybiegł Pascal Struijk. Cofnięty do obrony został także Kalvin Philips. Mecz dla Pawi zaczął się wyśmienicie. Do długiego podania od Aylinga wyszedł Patrick Bamford. Napastnik Leeds wygrał pojedynek biegowy z Jamesem Tarkowskim i Benem Mee, trącił sobie piłkę przed Nickiem Pope'm, a potem pozwolił bramkarzowi Burnley na powalenie go na ziemię. Sam poszkodowany podszedł do piłki ustanowionej na 11 metrze i pewnym strzałem pod poprzeczkę wyprowadził Leeds na prowadzenie. Leeds na tym nie chciało zakończyć strzelania. Pawie atakowały. Bardzo aktywny był Raphinha, którego strzał głową przeleciał nad bramką Pope'a. Bramkarza Burnley sprawdził także Rodrigo Moreno, ale golkiper gości nie miał problemu ze złapaniem tego uderzenia. W 19 minucie Burnley umieściło piłkę w siatce. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Ilian Meslier wyszedł wysoko na 14 metr, gdzie po starciu z Benem Mee wypuścił piłkę, a tę do bramki władował Ashely Barnes. Sędzia Rob Jones tej bramki jednak nie uznał odgwizdując faul na młodym Francuzie, co było decyzją dość kontrowersyjną. Gospodarze powinni swoje prowadzenie chwilę późńiej podwyższyć. Raphinha wysoko zaatakował rywali przejął podanie do Charliego Taylora i wpadł w pole karne, gdzie najpierw położył na ziemi Mee, a następnie wyłożył piłkę Harrisonowi. Skrzydłowy Leeds uderzył w światło bramki, piłka minęła Pope'a, ale niestety na linii strzału stanął Patrick Bamford, który wybił piłkę. W końcówce pierwszej połowy groźną sytuację miał jeszcze Chris Wood, ale Nowozelandczyk nie potrafił zamienić na bramkę dośrodkowania na dalszy słupek.
Po przerwie obraz gry uległ zdecydowanej zmianie. Pawie nie potrafiły narzucić swojego stylu gry. Piłka coraz częściej znajdowała się w powietrzu, a goście coraz częściej zaczęli się przesuwać pod pole karne Leeds raz po raz posyłając dośrodkowania na swoich rosłych napastników. Wiele takich dośrodkowań wypiąstkował Meslier, mnóstwo z nich wybijali także Struijk, Ayling i Philips. Burnley jednak nie rezygnowało i wciąż szukało bramki wyrównującej. Świetną okazję miał Barnes, ale jego strzał przy bliższym słupku świetnie sparował Meslier. Przygniecione Leeds mogło zakończyć ten mecz po solowej kontrze Pablo Hernandeza. Hiszpan przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i oddał chytry, plasowany strzał, ale przytomną interwencją popisał się Pope. W końcówce meczu bramkarz The Clarets zawędrował nawet w pole karne Leeds. Goście mieli całe serie rzutów rożnych i wolnych, ale defensywa United dowodzona bohaterską przez Kalvina Philipsa nie dała się złamać i udało się dowieźć zwycięstwo do końca. Teraz The Peacocks nie mają zbyt dużo czasu na odpoczynek, bo we wtorek do ekipa z Yorkshire zawita do beniaminka z West Bromu.
LEEDS UNITED 1 (Bamford 5-k)
BURNLEY 0
Leeds: Meslier; Dallas, Ayling, Phillips, Struijk, Alioski; Raphinha (Poveda-Ocampo 70), Rodrigo (Hernandez 59), Klich (Shackleton 66), Harrison; Bamford. REZ: Casilla, Roberts, Costa, Davis, Jenkins, Casey.
Burnley: Pope; Lowton, Tarkowski, Mee, Taylor; Benson (Stephens 73), Westwood, Brownhill, Pieters (Rodriguez 73); Barnes, Wood. REZ: Peacock-Farrell, Norris, Bardsley, Long, Dunne, Mancini, Mumbongo












Komentarze