W zeszłym tygodniu byliśmy świadkami jednego z najgorszych meczów Leeds United w tym sezonie. 7 dni wystarczyło jednak na poprawę kilku aspektów i w 35 kolejce Premier League Pawie zagrały jedno z najlepszych spotkań tegorocznej kampanii. Na zalanym deszczem Elland Road The Whites pokonali Tottenham Hotspurn 3-1. Zwycięstwo nad The Spurs oznacza, że Leeds jako jedyna drużyna w lidze nie przegrała na własnym stadionie żadnego meczu z klubami Big Six. Warto zauważyć, że ten mecz był prawdopodobnie ostatnim spotkaniem na Elland Road, na które nie wpuszczono kibiców. Kolejne starcie przeciwko West Bromowi powinno zobaczyć niecałe 10 tysięcy widzów.
W ostatnich dniach na treningach Leeds pojawili się Kalvin Philips i Raphinha jednak Marcelo Bielsa zdecydował, że obydwaj ci gracze mecz przeciwko Tottenhamowi zaczną na ławce rezerwowych. Drobny uraz wykluczył Liama Coopera, zatem wyjściowa jedenastka Pawi była identyczna jak przeciwko Brighton. Leeds było drużyną, która odważniej zaczęła to spotkanie. Podopieczni Marcelo Bielsy od początku chciała narzucić swoje warunki i ruszyła do poszukiwania gola. Pierwszą okazję miał Patrick Bamford. Po szybkiej wymianie podań między Robertsem i Harrisonem z piłką w pole karne wpadł napastnik Leeds, ale jego płaski strzał świetnie na rzut rożny sparował Hugo Lloris. Kolejną próbą było uderzenie Tylera Robertsa, ale jego strzału Lloris łapać nie musiał gdyż blokiem wyręczył do Eric Dier. W 13 minucie napór Leeds znalazł odzwierciedlenie w wyniku. Piłkę na lewym skrzydle dostał Jack Harrison, który wygrał pojedynek jeden na jeden z Aurierem i dośrodkował ostro w pole bramkowe. Tam próbujący interweniować Reguillon omal nie pokonał własnego bramkarza. Lloris wykazał się świetnym refleksem odbijając piłkę do strąceniu swojego kolegi z drużyny, ale wobec dobitki Stuarta Dallas był już bezradny. 12 minut później goście wyrównali. Pierwsza w zasadzie groźna akcji Spurs skończyła się bramką Sona. Akcję przyjezdnych świetnie rozegrał Dele Ali, który wypuścił w uliczkę Koreańczyka, a ten ze stoickim spokojem pokonał Mesliera. Leeds na stratę bramki próbowało odpowiedzieć od razu. Swoją szansę miał bardzo aktyny tego dnia Harrison. Skrzydłowy Leeds wpadł w pole karne i oddał kąśliwy strzał znowu świetnie sparowany przez Llorisa. Niewykorzystane sytuacje Pawi omal nie zemściły się drugi raz. Szybki atak gości i kolejne piękne podanie Aliego tym razem do Kane'a, a kapitan reprezentacji Anglii posyła piłkę na Meslierem. Na szczęście dla Leeds Kane w momencie podania był na dosłownie centrymetrowym spalonym i VAR tej bramki nie uznał. Wątpliwości nie było za to w 42 minucie. Środkiem pola ruszył Stuart Dallas, który był faulowany przez Reguillona, ale mimo tego utrzymał się na nogach. Sędzia Micheal Oliver zastosował przywilej korzyści, a piłkę dostał Harrison. Na obieg skrzydłowemu Leeds wyszedł Alioski, który z końcowej linii dośrodkował w pole bramkowe, a tam miejsce wywalczył sobie Patrick Bamford, który strzelił swojego 15 gola w sezonie.
Pierwsza połowa byłą bogata w emocje i to samo można powiedzieć o drugiej części spotkania. Na pewno dużo odważniej zagrali goście. Świetną okazję na wyrównanie miał Son, który wpadł w pole karne z lewej strony, ale uderzył tylko w boczną siatkę. Rozruszać ataki Leeds miał Raphinha, którego Marcelo Bielsa wprowadził na ostatnie pół godziny gry. Brazylijczyk od razu pokazywał się do gry, próbował indywidualnych pojedynków, ale te często faulami przerywali boczni obrońcy z Londynu. Z dążeń do wyrównania nie rezygnowali jednak podpieczni Ryana Masona. Son, Kane i Bale robili, co mogli, ale defensywa United dowodzona przez Diego Llorente nie dała się złamać. Zamknąć mecz wcześniej mogli też gospodarze. Po oskrzydlającym ataku Leeds Harrison dograł do Mateusza Klicha, ale Polaka przed zdobyczą bramkową zatrzymał Lloris. Z drugiej strony boiska najwyższym kunsztem popisał się jego młodszy rodak. Z prawej strony strzelał Serge Aurier, piłka odbiła się jeszcze od Struijka, ale Meslier błysnął kapitalnym refleksem. Kilka minut później 21-latek nie zdołał zatrzymać strzału z rzutu wolnego Kane'a. Na szczęście dla Leeds piłka odbiła się tylko od porzeczki i wyszła za bramkę. Marcelo Bielsa szukał świeżości na ławce i Patricka Bamforda zmienił Rodrigo Moreno. Kilka minut po wejściu Hiszpan odwdzięczył się za daną szansę bramkę. Klich pięknie zagrał na wolne pole do Raphinhi, Brazylijczyk nie dał złapać się na spalonym, wpadł w pole kare i dograł do byłego napastnika Valencii. Ten uderzył tak, jak na reprezentanta Hiszpanii przyszło. Mocno, precyzyjnie, tam skąd przyszła piłka. Akcję sprawdzał jeszcze VAR, ale żadnego błędu się nie dopatrzono.
W następny weekend Leeds wybierze się na Lancshire, gdzie w na Turf Moor zagrają mecz z Burnley.
LEEDS UTD 3 (Dallas 13', Bamford 42', Rodrigo 84'
TOTTENHAM (Son 25;)
Leeds: Meslier, Ayling (c), Koch, Bamford (Rodrigo 79’), Alioski, Roberts (Raphinha 58’), Llorente, Dallas, Struijk, Harrison, Klich (Phillips 90’).
REZ: Casilla, Poveda, Hernandez, Davis, Berardi, Shackleton.
Tottenham: Lloris (c), Reguilon, Alderweireld, Hojbjerg, Son, Bale (Lamela 66’), Kane, Dier, Lo Celso (Ndombele 80’), Alli (Moura 66’), Aurier.
REZ: Hart, Doherty, Sanchez, Winks, Sissoko, Bergwijn.











