W zeszłym sezonie mecz Evertonu z Leeds na Goodison Park dla neutralnego widza był świetną atrakcją. Wtedy Pawie po wyrównanym boju pełnym sytuacji bramkowych po obu stronach pokonały The Toffess 1-0. W sobotę 21 sierpnia obie te ekipy zagrały w ramach drugiej kolejki Premier League. Tym razem The Whites swojego meczu nie wygrali, ale emocji w tym meczu nie brakowało. Kibice, którzy w końcu mogli wypełnić po brzegi Elland Road obejrzeli szybkie, efektowne spotkanie z czterema golami i podziałem punktów.
Mecz rozpoczął się od minuty aplauzu ku czci tych wszystkich kibiców, którzy w ostatnich kilkunastu miesiącach odeszli z tego świata. Po pierwszym gwizdku przy tumulcie trybun obie drużyny ruszył do zażartej walki. Pierwszy cios wyprowadzili goście, ale uderzenie Doucoure było niecelne. Potem coraz śmielej zaczęli poczyniać sobie gospodarze. Leeds pressowało i atakowało z furią, ale większego zagrożenia pod bramką Pickforda nie udało się stworzyć. Goście z kolei nie pozostawali dłużni i co jakiś czas groźnie kontrowali. Po pół godzinie wymiany ciosów w polu karnym Leeds przewrócił się Dominic Calvert-Lewin. Darren England początkowo przewinienia się dopatrzył, ale po interwencji VARu nie miał wątpliwości, że Liam Cooper nieprzepisowo powstrzymał napastnika rywali. Sam poszkodowany wykorzystał rzut karny i The Toffees wyszli na prowadzenie. Leeds odpowiedzieć mogło chwilę później, ale podkręcony strzał Raphinhi minął słupek bramki Pickforda. W 41 minucie Elland Road eksplodowało za sprawą Mateusza Klicha. Długą piłkę od Aylinga świetnie do Bamforda zgrał Raphinha, a napastnik Leeds z kolei wypatrzył nieobstawionego Polaka, który z najwyższym spokojem pokonał bramkarza Evertonu. Przed przerwą Everton mógł się jeszcze odgryźć, ale kąśliwe uderzenie Doucoure zza pola karnego skutecznie odbił Meslier.
Druga połowa dla Leeds zaczęła się wręcz fatalnie. Goście od razu z łatwością przedostwali się pod bramkę Mesliera, a w 50 municie Demarai Gray chytrym strzałem między nogami Dallasa zmięścił piłkę przy słupku bramki Mesliera i Everton ponownie wyszedł na prowadzenie. To prowadzenie mogło być jeszcze wyższe. Chwilę później Gray zagrał wzdłuż bramki do Calverta-Lewina, a napastnik Evertonu strącił piłkę, jednak świetną paradą popisał się Meslier. Francuz z grze swój zespół utrzymał jeszcze kilka minut później kiedy wygrał pojedynek sam na sam z pędzącym na bramkę DCL. Po 15 minutach zamroczenia Leeds powoli zaczęło wracać do gry. Na boisku zameldowali się Roberts i Shackleton i piłka coraz częściej zaczęła gościć w okolicach pola karnego Pickforda. W 72 minucie piłkę w pole karne gości wrzucił Kalvin Philips. Tam walczyli o nią Struik i Cooper i w końcu przejął ją Szkot, który wycofał do Raphinhi. Brazylijczyk uderzył z pierwszej piłki, mocno, precyzyjnie i ze świetna rotacją. Pickford bez szans, a Raphinha ze swoim trzecim golem przeciwko Evertonowi. Ostatnie kilkanaście minut to wymiany ciosów z obydwu stron, ale mimo sytuacji Colemana, Riharlisona, Raphinhi, Struijka czy Bamforda bramki już nie padły. Obie ekipy oddały w sumie po 17 strzałów na bramkę, a mecz zakończył się remisem 2-2.
Leeds United: 2 (Klich 41, Raphinha 72)
Everton: 2 (Calvert-Lewin 30-k, Gray 50)
Leeds: Meslier, Ayling, Cooper, Struijk, Firpo (Shackleton 60), Phillips, Dallas, Klich (Roberts 60), Raphinha, Harrison, Bamford. Rez: Klaesson, Forshaw, Costa, Rodrigo, Cresswell, Drameh, Summerville.
Everton: Pickford, Keane, Coleman, Mina, Digne, Allan, Doucoure, Iwobi (Townsend 75), Gray (Delph 83), Richarlison, Calvert-Lewin (Kean 90). Rez: Begovic, Kenny, Holgate, Gbamin, Davies, Branthwaite.
żółte kartki: Cooper, Bamford (Leeds) Mina, Digne, Coleman, Doucoure (Everton)
sędzia: Darren England
widzów: 36,293 (2,843 gości)











