Marsch_zrodlotwitter.com/lufc

Leeds United w ostatnich latach przyzwyczaiło widzów do ofensywnej gry i atakami głównie skrzydłami. Drużyna Marcelo Bielsy ustawiona w formacji 4-1-4-1 albo 3-3-1-3 bardzo dużo utrzymywała się przy piłce, próbowała ciągle atakować i ataki te głównie szły przez boczne strefy boiska. Stąd też olbrzymi nacisk Bielsy, żeby w kadrze mieć jak najwięcej skrzydłowych. Z przyjściem na Elland Road Jessego Marscha byliśmy pewni, że Pawie porzucą krycie jeden na jednego na całym boisku, ale zmianie ulec miało także samo ustawienie The Whites. Już w pierwszym meczu Leeds za kadencji Amerykanina Pawie zagrały w wielbionym przez Ralfa Rangnicka 4-2-2-2, gdzie Jacka Harrison i Raphinha byli ustawieni wąsko za grającymi z przodu Danem Jamesem i Rodrigo. O ile jeszcze w pierwszym meczu ta zmiana wyglądała przyzwoicie, to w kolejnych meczach widać było coraz większą dezorganizację. Marsch zdał sobie sprawę, że w obliczu walki o utrzymanie i ograniczonego czasu na treningach wprowadzanie swojej filozofii musi odłożyć na później i w związku z tym wrócił do rozrzucenia skrzydłowych szerzej i cofnięcia Rodrigo do roli ofensywnego pomocnika.

Jak wiemy Leeds udało się w lidze utrzymać i teraz Marsch dostanie całe lato i okres przygotowawczy, żeby nauczyć i przećwiczyć ze składem takie, ustawienie, jakim będzie chciał grać w nadchodzącym sezonie. Oczywiście nie jest przesądzone, że Marsch będzie ściśle trzymał wyżej wspomnianego 4-2-2-2, ale patrząc na jego historię z RB Salzburg, to Austriacy w ostatnim sezonie Amerykanina tą formacją grali cały sezon. W jednym z wykładów na The Coache's Voice Marsch opowiadał o tym jak bardzo lubi właśnie wąskie ustawienie i jakie z tego płyną korzyści. Trener Leeds uważa, że dzięki temu zespół jest bardziej kompaktowy i łatwiej jest w ten sposób zakładać strefowy pressing. Szeroka gra skrzydłowych oznacza, że w razie straty piłki w środku  powstaje wielka dziura, piłkarze są zbyt daleko od siebie i styl pressingu preferowany przez Marscha jest niemożliwy do zaaplikowania.

Oprócz kilku tygodni czasu i spokoju pracy amerykański szkoleniowiec dostanie kolejny czynnik, który pozwoli mu wprowadzić styl gry przez niego preferowany. Na Elland Road już przyszedł Brenden Aaronson, który w Salzburgu u Marscha grał jako wąski skrzydłowy, a lada moment przyjść ma także Rasmus Kristensen. Poza nimi Do Yorkshire trafią pewnie inni piłkarze, którzy pasują do wizji Marscha.

W wywiadach z zeszłego sezonu Jesse Marsch wielokrotnie podkreślał, że póki co jego celem jest utrzymanie i nie interesuje go styl, a dopiero latem będzie pracował nad tym, żeby drużyna grała wg jego filozofii. Czy Leeds dysponuje piłkarzami mogącymi grać w tym dość charakterystycznym ustawieniu? W środku pola z pewnością zobaczymy nowe twarze, ale z obecnego składu Adam Forshaw i Kalvin Phillips wydają się graczami, którzy w ustawieni z dwoma defensywnymi pomocnikami powinni odnaleźć się bez trudu. Raphinha, o ile oczywiście na Elland Road zostanie, to jest piłkarzem, który zdecydowanie grę szeroko przy linii bocznej, ale jednocześnie jego technika pozwala mu grać wężej przy większym zagęszczeniu. Jack Harrison nie raz już pokazywał, że w grze na małej przestrzeni czuje się bardzo dobrze i jego akcja z ostatniego meczu kiedy wypuścił na wolne pole Joe Gelhardta, kiedy to bramkę 20-latka anulował VAR, tylko to potwierdza. Większy problem byłby pewnie u Daniela James'a, ale akurat w wypadku Walijczyka po jego debiutanckim sezonie ciężko jest wyobrazić sobie jakiekolwiek ustawienie i taktykę, w której on by się odnalazał.

You have no rights to post comments