Już jutro o 16.00 czasu polskiego na Elland Road zostanie rozegrany ostatni mecz w sezonie, w którym Leeds United podejmie zdegradowane już do League One Charlton Athletic. Mecz ten dla piłkarzy The Whites będzie szansą do pokazania się domowej publiczności po raz ostatni, a na zakończenie szansą do podziękowania najlepszym kibicom w całej Football League (a nawet w całej Anglii) za wsparcie, które oferowali przez cały sezon podczas wielu zawirowań i niefajnych sytuacji. Po końcowym gwizdku piłkarze Leeds mają wykonać rundę wokół boiska aby oklaskiwać fanów zgromadzonych na ER.

Historia ostatnich spotkań:

Trzeba to napisać jasno i wyraźnie, Leeds United na przestrzeni ostatnich 15 lat nie potrafi grać na własnym stadionie z Charltonem! Mecze na Elland Road pomiędzy tymi drużynami kończą się ostatnio albo remisem (5 takich przypadków) albo zwycięstwami gości (2 przypadki). Dość stwierdzić, że ostatnie zwycięstwo na swoim stadionie nad Charltonem Pawie odniosły w październiku 2000 roku, wygrywając 3:1 a gole w tamtym meczu dla Leeds zdobyli Mark Viduka i Alan Smith! Ostatni mecz na ER obydwie drużyny rozegrały w kwietniu 2014 roku i górą wówczas okazali się piłkarze z Londynu, którzy wygrali 1:0 po bramce Ghoochannejhada w drugiej połowie meczu.

Forma:

Leeds United:

Passę 4 spotkań bez porażki kontynuują piłkarze Leeds. Po 3 zwycięstwach ligowych z rzędu w miniony weekend Pawie podzieliły się punktami w lokalnych derbach z Hull City. Dobra postawa w końcówce sezonu sprawiła, że United zajmuje 12 miejsce w tabeli ze strata zaledwie punktu do 10 Brentford i 3 punktów do 9 Birmingham. Jeżeli Leeds wygra jutrzejsze spotkanie to wyrówna swoją zdobycz punktową z sezonów 2011/12 i 2012/13, tym samym uzyskując najlepszą zdobycz punktową od 3 sezonów.

Charlton Athletic:

Tak jak Leeds notuje passę bez porażki, tak Charlton notuje serie bez zwycięstwa, która sięga już 5 spotkań. Ostatnie 3 punkty zdobyte przez Londyńczyków to mecz z Birmingham City z 2 kwietnia. Od tamtego spotkania Charlton 2 razy zremisował i 3 razy przegrał w lidze. Jak już zostało wcześniej wspomniane piłkarze Charltonu spadli już z ligi, gdyż strata do 21 Fulham wynosi aż 11 punktów. W przypadku zwycięstwa goście mogą w tabeli prześcignąć MK Dons, ale to dla nich przysłowiowa walka o pietruszkę.

Sytuacja kadrowa:

Leeds United:

Jak informowaliśmy ostatnio ze składu Stevea Evansa wypadł Gaetano Berardi, który ponownie uszkodził kostkę prawej nogi i jego występy do końca sezonu są wykluczone. Do składu wrócić może natomiast Alex Mowatt, który odcierpiał swoje zawieszenie za czerwona kartkę z meczu przeciwko Birmingham. Możliwe też, że do 18 meczowej wróci Giuseppe Bellusci, który nie znalazł się w autokarze jadącym na ostatni mecz ligowy z Hu;ll City – po tej sytuacji Włoch miał podobno w ostrych słowach skomentować decyzję Evansa i opuścić trening, pytanie więc czy trener i władze United postanowią dać „Włoskiemu Wojownikowi” jeszcze jedną szansę. Ostatni mecz karencji pozostał Doukarze i nie zobaczymy go jutro na boisku. Możliwe, ze Evens będzie chciał dać zagrać piłkarzom, którzy nie dostawali szans zbyt często. Spekuluje się, że mecz w pierwszej 11 rozpocząć powinni Jordan Botaka i Bailey Peacock-Farrell. Możliwe również, że do składu wskoczy, któryś z wychowanków Leeds Alex Mowatt, lub Kelvin Philips. Być może jutrzejsze spotkanie będzie ostatnia okazją do pokazania się publiczności na Elland Road dla Mirco Antenucciego, którego kontrakt z Leeds wygasa wraz z końcem sezonu.

Charlton Athletic:

Strzelec ostatniej bramki dla Charltonu na Elland Road Reza Ghoochannejhada podobnie jak Patrick Bauer są kontuzjowani i na pewno nie wystąpią w jutrzejszym spotkaniu. W składzie Charltonu raczej nie zobaczymy bramkarza Stephena Hendersona, który zmaga się z kontuzją łydki, natomiast do wykurować się na jutrzejszy mecz mogą Ahmed Kashi i kapitan Johnie Jackson.

Nasze 4x4:

Krzynek:

Steve Evans jest o krok od osiągnięcia drugiego najlepszego wyniku Leeds United po powrocie do Championship. Nasza forma, atmosfera w szatni i morale zespołu pozwalają wierzyć, że  Szkot w ostatnich dwóch meczach zgromadzi minimum 4 punkty, które na taki wynik właśnie pozwolą. Przez ostatni miesiąc gramy fajnie, ofensywnie z wiarą we własne możliwości. W końcu zaczyna swój talent udowadniać Chris Wood. Nowozelandczyk w czasie swojej przerwy w grze spowodowanej kontuzją schudł, później wyraźnie poprawił swoją motorykę i ogólną sprawność i teraz jest niezwykle groźnym napastnikiem. Nawet jak nie strzela goli, to sprawia wiele kłopotów stoperom rywali. Bardzo mocni jesteśmy na skrzydłach. Obecnie nasze boki przypominają mi trochę to, czym dysponował kilka lat temu Simon Grayson. Odpowiednikiem Snodgrassa jest Stuart Dallas, który po kilku tygodniach przestoju i posadzeniu na ławkę, w ostatnich meczach złapał świeżość i gra znakomicie. Oprócz niego boki rywali powinien rozrywać Jordan Botaka. Szkoda, że Evans tak późno przekonał się do Kongijczyka, ale nie wyobrażam sobie, że z Charltonem nie zagrał on od pierwszej minuty. Ostatnim graczem Pawi  takim dryblingiem i polotem był Max Gradel. Botaka jest szybki, głodny gry, a jego umiejętnościach gry jeden na jeden przekonali już się obrońcy Hull City. Na obronie za Berardiego pewnie zagra Lewie Coyle. Poza tym wydaje mi się, że przyszedł w końcu czas, żeby Evans spełnił swoją obietnicę względem Peacocka-Farrella i dał mu zagrać od początku. Ten mecz wygramy, po ładnej grze.

Ceterum censeo Cellino expullendum esse.

Sherm:

W sobotę zagramy mecz sparingowy. Charlton już pożegnało się z ligą, więc nie będą mieli najmniejszej motywacji do tego, żeby wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. Niewielkich umiejętności swoją drogą, skoro w całym sezonie zgromadzili jedynie 37 punktów. Dla nas jednak nie jest to najlepsza wiadomość. Fatalnie grająca drużyna, nie mająca najmniejszej już presji może nam sprawić wiele kłopotów. Zwłaszcza, że my w pewnym sensie mamy jeszcze o co grać. Miejsce w najlepszej dziesiątce jest wciąż na wyciągnięcie ręki. Ostatnio mamy dobry okres. Kilka zwycięstw i bardzo trudny mecz z Hull City, który udało nam się zremisować, mimo że w pewnym momencie przegrywaliśmy 2:1. Zespół gra naprawdę dobrze i to już od paru kolejek. Poprzednie serie wygranych kończyły się kolejnymi seriami, w których jednak nie zdobywaliśmy punktów. Teraz wygląda na to, że drużyna weszła na właściwe tory i filozofia gry Evansa wreszcie zadziałała. Ostatnie spotkania zadecydują także o przyszłości menadżera i, być może, także kilku piłkarzy. Szansa należy się Botace. Chłopak chce grać i potrafi to robić. Cierpliwie czekał na swoją szansę, a kiedy ją dostał, wykorzystał w dużym stopniu. Tego piłkarza chcę najbardziej oglądać w sobotę na Elland Road.

Adamos:

 

Makumb:

Jutrzejszy mecz jest niezmiernie ważny dla Stevea Evansa, który walczy o swoją przyszłość w klubie. I chociaż większość kibiców ma wrażenie, ze Szkot nie dostanie oferty nowego kontraktu we mnie tli się mały płomyk nadziej, że będzie jednak inaczej, szczególnie kiedy Leeds w ładnym stylu wygra swoje dwa ostatnie spotkania. O ten ładny styl będzie ciężko w ostatnim spotkaniu sezonu z Preston (które definitywnie zdecyduje o końcowej kolejności w lidze), tak więc na naprawdę ładną grę należy liczyć jutro. Dla kibiców Leeds szykować się może naprawdę duża okazja do świętowania. Po pierwsze drużyna przyjezdna walczy o pietruszkę (no co najwyżej poszczególni piłkarze mogą się chcieć pokazać aby uzyskać angaż na przyszły sezon, w którymś z klubów Championship), po drugie ekipa The Whites po raz pierwszy wydaje się być prawdziwą Drużyna (przez duże „D”), po trzecie na koniec meczu czekają im podziękowania od piłkarzy za doping przez cały sezon. Ja mam jednak nadzieję, że bardziej niż po meczu piłkarze United odwdzięczą się za doping przez 90 minut spotkania i wypuszczą Charlton do League One z bagażem np. 4 straconych bramek – dawno takiego meczu na Elland Road nie było. A no i trzeba wreszcie wygrać z tym Charltonem u siebie – prawie 16 lat to zdecydowanie zbyt długo.

Koledzy napisali w zasadzie wszystko odnośnie składu, ja może tylko podkreślę, ze jutrzejsze spotkanie jest zapewne ostatnim dla Mirco Antenucciego na Elland Road i liczę na to, że Włoch pożegna się zdobywając swoją 10 bramkę w sezonie (chociaż wielkim fanem jego talentu nie jestem, ale zasłużył).

Forza Leeds!

Na zakończenie tradycyjna infografika od portalu Sporticos.com.

 

Komentarze  

#1 krzynek 2016-05-01 06:34
klasyczne Leeds. Nigdy nie może być tak dobrze, żeby tego nie spierdolić. Raz wygramy trudne mecze na wyjeździe, żeby przegrac u siebie z zdegranowaną ekipą.

Trybuny śpiewały piosenki na cześć Steve'a Evansa, ale ten chyba się z nimi żegnał. Deja vi sprzed roku, kiedy była analogiczna sytuacja z Reddersem.

You have no rights to post comments