W hitowym starciu ósmej kolejki nPower Championship, piłkarze Leeds United zremisowali z ekipa Brighton 3:3, mimo prowadzenia 2:0 po 25 minutach meczu.

Simon Grayson od poczatku meczu delegował do gry nowo pozyskanego Dannyego Pugha na lewa stronę pomocy. Menadżer zdecydował się również postawić na identyczna formację obrony, jak w meczu z Manchesterem United.
W ataku od pierwszych minut zagrali McCormack z Keoghem.

Poczatek meczu to zdecydowana przewaga Pawi, aż do momentu zdobycia pierwszej bramki w 19. minucie, kiedy Andy Keogh wykorzystujac zamieszanie pod bramka Ankergrena strzelił swojego pierwszego gola dla Leeds. Po tej bramce, podopieczni Graysona nie grali już tak wysoko pressingiem, co tak fantastycznie sprawdzało się w pierwszych dwudziestu minutach spotkania. Na połowie przeciwnika atakował jedynie Keogh, co opłaciło się w 24. minucie, kiedy wspaniale wywalczył piłkę z prawej strony pola karnego i podał ja do Rossa McCormacka, który zdobył wspaniałego gola z ok 18 metrów tuż przy słupku. Do przerwy wynik udało się dotrzymać, ale jak można było się spodziewać, ta sztuka nie wyszła piłkarzom Leeds do końca spotkania. Trzy minuty po wznowieniu gry, Craig Mackail-Smith w dziecinny sposób ograł dwóch obrońców i z łatwoscia pokonał Lonergana. Potem, przewaga "Mew" już tylko rosła. Druga bramka padła w 60. minucie z rzutu karnego, po faulu Leigh Brombyego. Jej autorem był Barnes. Trzeciego gola podopieczni Poyeta zdobyli w 85. minucie z najbliższej odległosci, jej autorem był po raz drugi Mackail-Smith. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się porażka, piłkarze Leeds zmniejszyli "wymiary swojego frajerstwa" zdobywajac gola wyrównujacego, którego strzelił nie kto inny, jak oczywiscie Ross McCormack, po swietnej akcji Johnnyego Howsona.

Nie pamiętam spotkania, w którym albo nie dostalismy czerwonej kartki, albo nie tracilismy bramki w ostatniej sekundzie, albo nie strzelalismy samobója, albo nie tracilismy kilkubramkowego prowadzenia, albo nie prokurowalismy karnego. Trzeba sobie otwarcie przyznac, że te pięc w/w czynników, to chyba przykazania frajerstwa i braku profesjonalizmu piłkarzy. Niestety, ale kiedy w meczu pada bramka, to gracze Pawi zachowuja się tak, jakby zawsze to oni ja tracili. Wszyscy mamy w pamięci dotkliwe 4:6 z zeszłego sezonu z Preston. Wczoraj, podopieczni Graysona dopuscili się podobnego blamażu. Prowadzić dwa zero i dać sobie w banalny sposób wyrwać zwycięstwo, strzelić trzy bramki na wyjezdzie i nie wygrać. W ten sposób niestety nie tylko nie osiagniemy awansu do Premier League, ale możemy nie zajać miejsca nawet w pierwszej dziesiatce. Jedynym lekarstwem na ta dziwna chorobę jest chyba zdobywanie bramek w ostatnich akcjach, bo to nawet graczom Leeds wychodzi.

BRIGHTON 3 (Mackail-Smith 48, 85, Barnes pen 60), UNITED 2 (Keogh 19, McCormack 24, 90)

Brighton: Ankergren, Calderon, Greer, Dunk, Painter, Noone (Vincelot 46), Dicker, Bridcutt, LuaLua, Barnes, Mackail-Smith. 
Rezerwowi: Brezovan, Hoskins, Navarro, Rodriguez.

United: Lonergan, Lees, Bromby, O'Dea, White, Snodgrass, Howson, Clayton, Pugh, McCormack, Keogh. 
Rezerwowi: Rachubka, Kisnorbo, Vayrynen, Becchio, Forssell.

Sędzia: L Probert.

Żółte kartki: Howson, Bromby, Keogh (United), Ankergreen, Greer (Brighton)

Widzów: 20,646 (2,200 Leeds)

You have no rights to post comments

SKLEP LEEDS UNITED