Leeds United zakończyło w końcu serię 4 spotkań bez zwycięstwa. W 35 kolejce nPower Championship podopieczni Simona Graysona rozbili na Elland Road przyjezdne Doncaster Rovers 5-2. Obie drużyny w tym sezonie nie sa wzorami gry obronnej i przedmeczowe zapowiedzi o otwartej, ofensywnej grze z obydwu stron miały swoje odzwierciedlenie na boisku.
Leeds do spotkania przystapiło z dwoma zmianami w porównaniu do ostatniej klęski z Swansea. Po przerwie spowodowanej żółtymi kartkami do pierwszego składu wrócił Bradley Johnson, a Davide Somma usiadł na ławce rezerwowych. Ponad to na srodku obrony Alexa Bruce'a zastapipł Leigh Bromby. Leeds od poczatku spotkania przejęło inicjatywę. Szczególnie aktywni byli skrzydłowi Robert Snodgrass i Max Gradel. Ten drugi już w 12 minucie skarcił Rovers po raz pierwszy oddajac piękny strzał z dystansu. Po zdobyciu bramki przez Pawi obraz gry nie ulegał zmianie. Strona przeważajaca cały czas byli gospodarze. Swoje sytuacje strzeleckie marnowali jednak Neil Kilkenny, Luciano Becchio i wyżej wspomniany Snodgrass. Niestety pod koniec pierwszej czesci gry zisciła sie stara piłkarska prawda, że niewykorzystane sytuacje sie mszcza i w doliczonym czasie gry niezdecydowanie obrońców (który to już raz!?) wykorzystał przymierzany niedawno do gry w United Billy Sharp i strzałem z niemal zerowego konta doprowadził do wyrównania. Pawie odpowiedziały momentalnie, ale obrońcom Doncaster udało się wybic piłkę z linii bramkowej.
Druga połowa zaczęła sie tak samo zle, jak skończyła sie pierwsza. Pozostawiony bez opieki w polu karnym Franck Moussa płaskim strzałem pokonał Schmeichela. Podobnie jak po stracie pierwszej bramki na odpowiedz "The Whites" nie trzeba było długo czekac. Tym razem jednak nikt i nic nie przeszkodziło Jonny'emu Howsonowi w pokonaniu Woods'a. Po tej bramce spotkanie sie wyrównało, goscie atakowali smielej, a do wejscia na boisko szykował już sie super rezerwowy Davide Somma. Wtedy to po zagraniu Leigh'a Bromby'ego prowadzenie Pawiom dał niezawodny Luciano Becchio. Goscie przy tej bramce domagali sie odgwizdania spalonego, ale wydaje się, że ich protesty było bezpodstawne. Chwile po tym na placu gry zameldował się Billy Paynter majacy nadzieje w końcu się przełamac i strzelic swojego pierwszego gola dla nowego klubu. Były snajper Swindon musiał obejsc sie smakiem, gdyż jego strzał z 82 minuty w ostatniej chwili został zastopowany, ale na szczescie dla "The Peckocs" z pomoca przybył Gradel, który zdobył swojego drugiego gola w meczu. Pod koniec spotkania dzieła zniszczenia dokonał kapitan Howson z zimna krwia wykończajac sytuacje sam na sam z Woods'em.
Leeds United przeszedł już walijski kac z zeszłej soboty. Pawie grały z polotem, rado¶nie, szybko. Przy troche lepszej skutecznosci wczorajsze spotkanie mogło zakończyc sie wynikiem dwucyfrowym. Po raz kolejny swietne zawody rozgrywali Max Gradel i Robert Snodgrass. Grę podopiecznych Graysona znakomicie prowadził niezmordowany Jonny Howson. Jest jednak jeden mankament, który spedza sen z oczu kibicom Leeds od poczatku sezonu-mianowicie gra obronna, która momentami woła o pomstwe do nieba. Zmieniaja sie zawodnicy, jedni odchodza, drudzy przychodza w ich miejsce, a my regularnie tracimy głupie bramki. Pocieszajace jest to, że w większosci przypadków strzelamy ich wiecej i wszystkim kibicom Pawi pozostaje miec nadzieje, że to nie zmieni sie do końca sezonu.











